Kiedys duzo jezdzilem autobusami, a ze mieszkam na obrzezach miasto, to i dystanse, ktore pokonywalem byly nie od parady. W autobusach zapoznawalem sie z plytami i wsiakalem w ksiazki, czy nadrabialem zalegle lektury na uczelnie. Tak wiec byl to naprawde dobrze i przyjemnie spedzony czas. Nigdy nie lubilem specjalnie tloku, ale jazda od petli do petli ma to do siebie, ze mozna sobie znalezc zaciszny zakatek i chlonac.
Dzis jechalem na spotkanie i choc przed wybiegnieciem z domu wrzucilem do torby ksiazke, juz w autobusie kompletnie nie mialem ochoty jej wyciagac. Kiedy ma sie klapki to oczach, to sie o tym nie wie, bo klapki nie pozwalaja sie rozejrzec i przyjrzec sobie. I tak samo dzis - z przykroscia skonstatowalem, ze caly jestem w takim pospiechu, ze nie moglbym sie skupic na lekturze. Bo chociaz siedzialem w fotelu, zaklinowany z boku przez gruba wspolpasazerke, to w glowie mialem galop - co chwila zerkalem na zegarek sprawdzajac ile sie spoznie na pierwsze spotkanie, przez telefon sprawdzalem czy nie mam nowych maili w skrzynce, upewnialem sie, ze przygotowalem sie do dwoch kolejnych spotkan… i tak dalej i tak dalej.
To dziwne tempo niczego nie moglo zmienic, ale i tak w glowie pedzil w kolko maly pociag posieszny
Wnioski? Chyba powinienem strzelic sobie plaskacza na otrzezwienie.
Ale nie mam czasu, cześć.
Dzisiaj po raz kolejny mialem taki przeblysk, kiedy uswiadomilem sobie do jakich paskudnych rzeczy i zachowań przywykliśmy przez ostatnie dwa lata. Ale to nie będzie o polityce. No, moźe trochę, bo o polityce sprzedażowej.
Bo nie tylko my przywykamy do ściemy. Od kilku ładnych lat legenda Apple’a, choć u swego szczytu świetlana, coraz bardziej pogrąża się w bagienku. Długo możnaby wyliczać - od obniżania jakości produktów, po dość chimeryczną politykę biznesową. W ostatnich dniach “Mama Jabłko” wprowadziła zakaz sprzedaży nowego iPoda Touch dla osób poniżej 13. roku życia. Hakerzy są coraz młodsi i mają za dużo wolnego czasu, więc knują - tak z grubsza wygląda oficjalne stanowisko firmy, która jednocześnie na osłodę przypomina, że dla tych zabanowanych dzieciaków wciąż dostępne są iPody Shuffle.
Dawno już żartowano z Jobsa i jego rzekomych skłonności do satanizmu, a tymczasem zachowuje się jak inny branżowy szatan - Bill Gates. Bo w zasadzie o co chodzi w całej tej sprawie? O to, że trzynastolatek w ciągu kilku godzin zhakował iPoda. Więc zamiast wziąć się do roboty i nadrobić niedoskonałości, pomachamy czerwonym lizakiem. Bardzo dziwne zagranie, bo z jednej strony analitycy już liczą ile miliardów $$$ straci na tym Apple, a z drugiej strony zbliżają się Święta i cała masa trzynastolatków znajdzie w skarpecie z jabłkiem nową błyszczącą zabawkę.
Wczoraj sobie oswiadomilem, ze dzisiejszy wieczor bedzie jak rozdanei Oskarow do tysiecznej potegi.
Nasze okna wychodza akurat na furtke i deptak, ktory prowadzi do komisji wyborczej. Po pierwsze - nigdy nie widzielismy tutaj takiego ruchu! Po drugie - obecnej władzy udało się podzielić ludzi. I kiedy przed chwilą o tym pomyślałem, uświadomiłem sobie, że nawet przez sekundę nie pomyślałem o tych wyborach jako o pojedynku między ludźmi. Patrzę dziś przez okno i strasznie się cieszę z tego ruchu. Po prostu. Mam poczucie jakiejś radosnej podniosłości, ale bez patosu. Gdzieś podskórnie liczę na to, że dzisiaj się coś zmieni, że wrócimy do normalności, że skończy się urąganie inteligencji i podstawowym regułom społecznego życia.
Dzisiaj wypadają moje trzydzieste urodziny. I tak - melancholia drapiacym szalem owinela moja szyje. Ale nie dlatego, ze drecza mnie jakies podsumowania, poczucie jesiennego rozkladu, czy fantomowe bole w krzyzu. Najbardziej mi szkoda poczucia odswietnosci dni takich jak dzis. Kiedy bylem dzieckiem, o urodzinach myslalo sie od tygodni, a kazdy kolejny dzien napychal mnie od srodka wata niecierpliwosci. Az do godziny zero, usciskow, szelestu papieru zrywanego z prezentow, litanii zyczen, ktore mowily tyle o przyszlosci.
Teraz jest przyszlosc i niczego z tamtych chwil juz nie ma. Zyczenia sa zdawkowe, mieszcza sie w dwoch zdaniach esemesów i chyba wrecz trafiaja rykoszetem gdzies w bok. Nie ma czaru. Wykąpąłem się, ogoliłem, zrobiłem porządek w mieszkaniu, żeby wykrzesać choć odrobinę tej odświętności. I wiem, że gdzieś z tyłu głowy liczę na jakiś cud. Siedzę więc tak, pracuję jak w każdy inny dzień i przypominam sobie jak kiedyś dostałem w prezencie taką samą plastikową koparkę jaką miałem już wcześniej. Wtedy największym problemem było, czy wyjąć tę drugą z pudła i bawić się podwójnie fajnie, czy sprawić przyjemność cioci i krzesać z siebie entuzjazm z “niespodzianki”.
Pamiętam też jak dokładnie rok temu snułem się bez sensu i celu po mieście. Obiecywałęm sobie, że za rok wyciągnę naukę z tej smętnej przechadzki i podam rękę samemu sobie. No i oto przechadzam się po czasie. Plus jest taki, że nie będę miał kaca. Zawsze coś.
Kiedys z pewna regularnoscia dostawalem zaproszenie od pewnej osoby do znajomosci w ramach serwisu spolecznosciowego. Swoja droga, jesliby wrocic do poprzedniego zdania, to wypadaloby przyznac uczciwie, ze wyglada ono dosc kuriozalnie.
Przynajmniej z “realnego” punktu widzenia.
W tymze realu wspomniania osoba wysylajaca mi owe zaproszenia zamienila ze mna moze ze 30 zdan, z czego wiekszosc przypadla na jakis pijana noc kilka lat temu. Nigdy nie odpisalem na zaden z jego maili (nie bylem zainteresowany tymi ogloszeniami), nigdy nie odpowiedzialem na zaden z SMS’w (z podobnych wzgledow). Nie odpisywalem na SMSy nawet, a moze tym bardziej wtedy, gdy ta osoba zmienilia numer telefonu, a takze charakter rozsylanych SMS’ow.
I tu dobra rada - nie kazda wiadomosc mozna wysylac do wszystkich z ksiakzi adresowej. Czy moze raczej - to cos na pograniczu glupoty i zuchwalej odwagi. I to chyba jednak ze wskazaniem na glupote.
Nie uznalem wiec za stosowne zakladac konta w kolejnej sieci networkingowej, bo i tak bym tam nie zagladal.
Patrzac na znajomych, widze takie fale: oczywiscie najpierw bylo grono. Pozniej dluuugo nic. Az dziwne. Pomijam kilka trupow, az zaczelismy stawac sie pierdzielami i pomyslelismy czemu nie miec konta na goldenline? W sumie to nie wiem tez czemu miec tam konto, ale skoro juz Was wszystkich dodalem… W miedzyczasie Last.fm i Myspace oraz wielki final czyli Facebook.
No pewnie, ze to zadna nowina, ale zycie w sieci toczy sie falami i nagle okazalo sie, ze wszyscy juz tam sa.
O ile Last.fm jest silnie sprofilowane na muzyke i przez to oczywiste w swej funkcjonalnosci, o tyle nie nie rozumiem fenomenu Facebooka. Powaznie. To znaczy - owszem, wytycza szlaki technologiczne i inne takie bzdety, ale czemu ma sluzyc? Wydawac by sie moglo, ze serwisy spolecznosciowe sluzyc maja tworzeniu, podtrzymywaniu i zaciesnianiu pewnych wiezi, a tymczasem jest chyba odwrotnie - sluza temu, ze kazdy stawia siebie na swoim wlasnym piedestale, wciaga brzuch, wybiela zeby w photoshopie i podaje liste modnych lektur.
Ale koniec koncow ani z tego seksu, ani slawy, czy pieniedzy. Przynajmniej nie dla userow, bo ci zamiast podtrzymywac wiezi spoleczne na lawce pod blokiem, czy w innej Zachecie, klikaja, przyjmuja kolejne zaproszenia do kolejnych sieci, powiekszaja liczbe teoretycznych uzytkownikow i podbijaja cene reklam na tych stronach.
Pisze to facet, ktory poznal swoja dziewczyne przez internet. Zanim ktos wymyslil sieci spoleczne.
To takie luzne gdybanie, bo frapuje mnie ten Facebook. Codziennie dostaje wiadomosci, ze ten i ow chce porownac swoj gust filmowy z moim, albo ktos inny ocenil, ze jestem bardziej (lub mniej) taki, czy owaki niz inny wspolny znajomy. Moze nie dziwilbym sie, gdyby to wszystko mialo sens. A mialoby wtedy, gdybysmy kontaktowali sie poza tym serwisem. No bo w koncu po co pol-obca osoba zadaje mi 50 pytan na temat filmow? No i raz jeszcze - czemu sluzy serwis jesli cala jego pare puszczamy w gwizdek podobnych dupereli?
A moze po prostu to ja mam za malo czasu na takie duperele i nie umiem sie bawic?
Poki co postanowilem polansowac korzystajac z mocy Facebooka i zewnetrznych wtyczek, a dokladnie iLike - http://www.ilike.com/artist/Karate+Kid+157
Nie wiem, czy tez tak macie, ale bardzo czesto zdarza mi sie, ze podczas pstrykania kanalami w telewizorze trafiam na najwazniejszy moment. Leca “Krzyzacy”? Prosze bardzo, Danuska bedzie krzyczec “Moj Ci on jest”, albo rycerze beda spiewac Bogurodzice.
Ostatnio w srodku nocy trafilem na TVP Kultura na podskakujacych emerytow z brzuchami. New Order? Pewnie zaraz zagraja “Love will tear us apart”. No I prosze, bas nabija monotonny rytm. Ale tak jak wielkie bylo moje zaskoczenie, tym jeszcze wieksze nastapilo rozczarowanie - I to niemal natychmiast. Po pierwsze - jednak mimo wszystko podswiadomie chcialem tam uslyszec Curtisa, a tu kompletnei nijaki wokal. W dodatku koles myli slowa, a w srodku refrenu, zamiast spiewac, pokrzykuje “C’mon! C’mon!”. Cyrk zjechal do miasta, zonglerzy podrzucaja plonace pochodnie, kobieta-guma prezy cialo. Zgroza. Pozniej odegrali juz zupelnie swoje “new orderowe” “Blue Monday”, ale wcale lepiej nie bylo. Podskakujacy grubasek, posepny basista od lat trzymajacy bas na wysokosci kolan i wlosy na wysokosci ramion, i ich wlasne piosenki w krzywym zwierciadle.
Nie pisze tego, zeby sie rozpedzic do jakiejs przewrotnej puenty, to po prostu bylo tak fatalne, ze musialo znalezc ujscie
Dzien zaczynam od sprawdzenia linkow z komunikatora, od przejrzenia feedow rss (a wiec i czasem lekkiego dryfu przez linki na stronach). Kazdego dnia pojawia sie conajmniej jedna rzecz, ktora moze zaprzec dech w piersi. I mysle tu o nowinkach technicznych - nowe rozwiazania strarych problemow, odkrycie nowych przestrzeni i tak dalej. To wszystko jest bardzo ciekawe, ba, moze nawet oszalamiajace.
I tylko co jakis czas dociera do mnie, ze… nic sie nie zmienia. W czasach superszybkiej informacji, widzimy prototypy, czasem ledwie szkice projektow, numery zerowe gazet, ktore nigdy nie wejda na rynek. Spalamy sie na podniecaniu, mamy podswiadome poczucie, ze przyszly swieta i oto dostajemy zajebiste prezenty, a de facto nic sie nie zmienilo. Polizalismy cukierek przez szybe, a czujemy sie jak krolowie zycia.
Swiadomosc, ze cos-gdzies-tam-hen-daleko sie dzieje jest jak sluchanie bajek czytanych przez rodzicow. Nie ma tego w moim swiecie, ani na ten swiat to nie wplynelo.
Ostatnio znowu przegralem w Totka. Ktos wygral, ale nie ja.



